piątek, 23 czerwca 2017

[EURO U-21] Wiara i serce to zdecydowanie za mało...

Wczoraj Polacy zagrali jak się okazało ostatni mecz na Młodzieżowych Mistrzostwach Europy U-21. Podopieczni Marcina Dorny przegrali wysoko, bo aż 0:3 z reprezentacją Anglii i tym samym pożegnali się z polskim turniejem. Czy dyspozycja Polaków daje na powody do obaw?




źródło: www.laczynaspiłka.pl
 
Mecz w Kielcach obejrzało ponad 13 tysięcy ludzi. Wielokrotnie bywałam na Kolpolter Arenie, ale tak wypełnionej i rozentuzjazmowanej jej jeszcze nie widziałam. Spotkanie nie zaczęło się dobrze dla naszej reprezentacji. W dwóch wcześniejszych meczach to Polacy otwierali wynik, jednak tym razem w 6. minucie rolę przejął Demarai Gray i asystujący mu Ben Chilwell.



Czy były szanse do wyrównania? Z perspektywy trybuny bardzo nikłe. Anglicy szaleli w ataku, rozgrywali bardzo groźne piłki. Gdyby nie dobra dyspozycja Jakuba Wrąbla w tym meczu wynik byłby dużo gorszy. Bramkarz reprezentacji w wielu momentach bronił bardzo mocne strzały Anglików, stał na bramce niemalże ze stoickim spokojem. Przypomnę, że po meczach ze Szwecją i Słowacją wielu oceniło go bardzo surowo, a on mimo krytyki wspiął się na wyżyny swoich umiejętności.
źródło: www.laczynaspilka.pl

Pierwsza połowa w wykonaniu naszej ofensywy wyglądała dobrze przez pierwsze 20 minut. Ożywienie wprowadzał Krzysztof Piątek - napastnik Cracovii, który po raz pierwszy w tym turnieju znalazł się w wyjściowej "11". Nie było tego dużo, ale dobre i to. Łatwego życia nie miała obrona gospodarzy turnieju. Anglicy grali agresywnie, ale Premier League z tego słynie. Wiele takich "groźnych" ataków było przerywanych przez polskich defensorów m.in. Jarosława Jacha, Jana Bednarka.



Druga połowa to także popis siły i umiejętności zawodników angielskich. Udowodnili, że są dużo lepsi. W 69. minucie była okazja, żeby zagrozić golkiperowi Anglii, ale niewykorzystana. Na dodatek goście przejęli piłkę, błyskawicznie poprowadzili ją w kierunku naszego pola karnego i podwyższyli swoje prowadzenie dzięki strzale Jacoba Murphy'ego. Kontra poszła tak szybko, że wielu kibiców na stadionie nie widziało co się dzieje.
źródło: www.laczynaspilka.pl

Szansę na wyjście z grupy zostały zburzone jak domek z kart. Przysłowiowym gwoździem był także wynik meczu Szwedów ze Słowakami, w którym także było 2:0 dla reprezentacji Słowacji.
Po zmianie stron wraz z drugą połową miałam lepszy widok na nasze pole karne. Widziałam w zawodnikach dobre chęci, ale nimi niestety jest piekło wybrukowane. Doszło do sytuacji, w której Polacy musieli faulować w polu karnym czego skutkiem było: podyktowanie rzutu karnego i druga żółta kartka, a w konsekwencji czerwona dla Jana Bednarka. Mecz kończyliśmy w 10 przy stanie 0:3.Karnego pewnie wykorzystał Lewis Baker w 82. minucie. Jedynym momentem tego meczu, kiedy cały stadion się poderwał była sytuacja z 73. minuty i akcja, której prowodyrami byli Mariusz Stępiński i Przemysław Frankowski. Wynik do końca nie uległ zmianie. Po końcowym gwizdku na tablicy widniało duże, widoczne 0:3 co oznaczało pożegnanie się Polaków z turnieju.
źródło: www.laczynaspilka.pl



Polska - Anglia        0:3
Szwecja - Słowacja 0:3

___________________________________________



W powyższej relacji czuć chyba dużo subiektywizmu z mojej strony, ale w obliczu strumieni krytyki dla tej kadry, którą znalazłam w transmisjach telewizyjnych, internecie i prasie,  nie mogę być obojętna. Fakt, to nie był dobry turniej w wykonaniu podopiecznych Marcina Dorny, ale to nie jest powód, żeby skazywać tych młodych, wciąż się rozwijających piłkarzy na klęskę. Może jesteśmy zbyt gościnni, że nie wychodzimy z grupy jako gospodarz, albo pierwsze koty za płoty?! Nie sposób nie znaleźć analogii do turnieju Euro 2012. Kadra prowadzona przez Franciszka Smudę także nie wyszła z grupy, pomimo wielkich nazwisk w kadrze.


Następne Młodzieżowe Euro już za 2 lata. Zawodnicy z roczników 1996-1998 będą mieli szansę na rehabilitację.  Zanim jednak Włochy i San Marino w 2019 roku to eliminacje, które startują już 1 września w Gruzji. Trzonem przyszłej kadry U-21 będą Ci, którzy dzisiaj grają w formacji U-20. Pragnę przypomnieć, że wiosną właśnie ta kadra wygrała  Turniej Czterech Narodów, pokonując  Włochów i Niemców i pechowo remisując w końcówce ze Szwajcarią. Nie warto skreślać polskiej młodzieży, być typowym kibicem sukcesu. Trzeba po prostu odnaleźć kogoś kto będzie w stanie oszlifować te diamenty, zgrać ich w podobny sposób co Adam Nawałka. Pokażą jeszcze na co ich stać, uwierzcie.



Na meczach fazy grupowej turniej się nie kończy. W polskich miastach nadal będą gościć kibice z państw europejskich. Póki co wielu zachwala Polskę i miejmy nadzieję, że tak zostanie i wyjadą stąd chwaląc naszą gościnność i otwartość!

Ja wracam z tego turnieju bardzo szczęśliwa. Po raz pierwszy uniosłam szalik na meczu reprezentacji i odśpiewałam hymn. Już ten moment bardzo mnie wzruszył. Czekałam na ten turniej od chwili kiedy się o nim dowiedziałam, czyli od maja 2016. Pytałam o niego już Jarosława Jacha w wywiadzie (http://blondynkaosporcie.blogspot.com/2016/05/o-celu-grania-w-pike-nozna.html). Spełniłam swoje marzenie poprzez udział w EURO U-21, wywożę z Kielc masę wspomnień, zdjęć i troszkę doświadczenia, które w przyszłości pomoże mi stać się dziennikarką sportową.



Ogromne podziękowania należą się hurtownisportowej.net za pomoc przy organizacji wyjazdu. Koszulka, w której mogłam się dumnie prezentować na kieleckiej arenie również jest od nich. Z całego serca Wam dziękuję!


PS. Do Zielonej Góry wracałam pociągiem, którym podróżowali do swoich domów podopieczni Marcina Dorny. Takiego końca pobytu na Euro sobie nie wyobrażałam! ;)
#Eurooczamiblondynki

wtorek, 20 czerwca 2017

[Euro U-21] Dobry start i finisz to mało na Szwedów?!

Zakończyło się drugie spotkanie Polaków w fazie grupowej Młodzieżowych Mistrzostw Europy U-21. W poniedziałek podopieczni Marcina Dorny zmierzyli się z obrońcą tytułu sprzed dwóch lat - Szwecją. Tym razem skończyło się podziałem punktów i wynikiem 2:2. Dla reprezentacji Polski miał to być mecz o życie. Wygrać się nie udało, ale szanse na awans są!
Fot. Justyna Liwocha

Fot. www.facebook.pl/ Łączy nas piłka


W spotkaniu przeciwko Szwedom nie zobaczyliśmy Bartosza Kapustki - pomocnika reprezentacji Polski. Już piątkowe spotkanie musiał wcześniej zakończyć z powodu kontuzji. Jego miejsce zajął Łukasz Moneta. Do składu wskoczył także Dawid Kownacki. (Pauzował w meczu ze Słowacją z powodu żółtych kartek)




Początek był niezły. Widać, że przegrane spotkanie ze Szwecją było wiadrem zimnej wody na głowy kadrowiczów. Bramka wpadła także szybko, bo już w 6. minucie zawodnik Ruchu Chorzów - Łukasz Moneta wykorzystał podanie Dawida Kownackiego. Po golu Monety obie drużyny długo walczyły w środku pola pokazując Europie jak szybko można stracić piłkę. Groźną kontrę wyprowadził Jaroszyński w 13. minucie, ale nie sięgnął do niej Kownacki.




Piłkarze radzili sobie do 32. minuty ze zmiennym szczęściem. Akcje wyprowadzali: Stępiński, Frankowski, ale także bardzo aktywni byli przeciwnicy: Paweł Cibicki i Carlos Strandberg. Szwedzi wywalczyli rzut rożny, który Jacob Larsson zmienił na gola w 36. minucie. Zawodnicy Marcina Dorny popełnili w defensywie szereg błędów, który kosztował ich utratę bramki. Na przerwę zawodnicy mogli schodzić wściekli, ale tylko na siebie, ponieważ rywale perfekcyjnie wykorzystali słabsze momenty w grze.


                                      Fot. www.facebook.pl/ Łączy nas piłka

W drugiej połowie wróciła agresywność, determinacja i walka. Znalazło się miejsce na dokładność, ale także i faule. W 46. minucie żółtą kartkę otrzymał napastnik Lecha Poznań - Dawid Kownacki. Szansa na zmianę wyniku pojawiła się w 53. minucie. Piłkę wywalczył Mariusz Stępiński, który mocno uderzył z 18 metrów. Jego intencje odczytał bramkarz gości. 3 minuty bliżej ponownie Stępiński w duecie z Karollem Linettym, którego także przeczytał Anton Cajtoft.




W 58. minucie Marcin Dorna dokonał pierwszej zmiany. Za Mariusza Stępińskiego wszedł Jarosław Niezgoda, który wszedł w mecz dosyć brutalnie, bo już 7 minut później dostał żółtą kartkę za brutalny faul. Nie był to koniec zmian w szeregach reprezentacji Polski. Strzelca bramki - Łukasza Monetę zmienił strzelec z piątku - Patryk Lipski. 
Fot. www.facebook.pl/ Łączy nas piłka

Polska obrona zaczęła popełniać coraz więcej błędów w defensywie i jest niewidoczna w ofensywie. Jedna z takich gaf mogła dobić Polaków i skończyć się golem na 3:1. Dobrą grą popisali się w końcówce. Po upłynięciu 90 minut, wynik 2:1 oznaczał brak wyjścia z grupy. Nadzieja wróciła za sprawą Dawida Kownackiego, który pewnie wykorzystał rzut karny. Sędzia podyktował "9" po faulu na Krzysztofie Piątku. (Pojawił się w 88. minucie) Remis dawał jeszcze nadzieje, ale w ostatniej akcji strzał z wolnego Dawida Kownackiego został zablokowany.

Polska - Szwecja 2:2
Anglia - Słowacja 2:1

______________________________________________________________________________

Mecz ze Słowacją miał być tylko wypadkiem przy pracy. Szwecja potrafiła wykorzystać wszystkie mankamenty naszej kadry. Pomimo szybko strzelonej bramki oddaliśmy pole rywalowi. Przyglądając się zawodnikom przed Euro wielu z nich wyglądało bardzo pewnie.Wyglądali pewnie w grze, to dodatkowo byli bardzo pewni swojej siły i potencjału. W ostatnim spotkaniu tej pewności wielu zawodnikom zabrakło po golu na 1:0 dla Polaków. Jeśli mogę być szczera to nie widziałam w poniedziałkowym meczu walki na miarę "meczu o życie". Często gra była chaotyczna, brakowało zgrania. Podkreślić należy, że w meczu ze Szwedami kibic mógł zobaczyć wiele ciekawych akcji, szkoda, że nie zamienionych na gole.
Naszą sytuację w grupie poprawiło zwycięstwo Anglii nad Słowacją 2:1. Awans wciąż jest możliwy, jednak nie wszystko zależy od reprezentacji Polski. Wcześniej to Słowacja musi zremisować ze Szwecją. Los reprezentacji Polski U-21 nie jest w nogach Polaków. Nie ma innej możliwości jak mocno trzymać kciuki!
Moje zdanie: ten mecz wyglądał zdecydowanie lepiej od poprzedniego, a dodatkowo cieszy mnie dobra postawa zawodników z Ekstraklasy: Łukasza Monety, Dawida Kownackiego

#Eurooczamiblondynki

                                                                                             Fot. Justyna Czubata

sobota, 17 czerwca 2017

[EURO U-21] Zabrakło "życzliwej piłki"?


Za  nami inauguracja Młodzieżowych Mistrzostw Europy U-21. Wczoraj rozegrane zostały 2 mecze: w Kielcach Szwecja zremisowała z Anglią, a gospodarz - Polska przegrała ze Słowacją 1:2. Teoretycznie miał to być "spacer" dla naszej reprezentacji, jednak Polacy podkreślali, że szanują wszystkich rywali. W praktyce wczorajsze spotkanie było arcytrudnym maratonem bez triumfu.
Fot. Justyna Liwocha

źródło: http://u21poland.com



Mecz zaczął się perfekcyjnie. Każdy chce strzelać bramki w pierwszej minucie meczu. Sztuka ta udała się Patrykowi Lipskiemu, który wykorzystał perfekcyjnie dośrodkowanie Tomasza Kędziory.
Wydawać by się mogło, że były zawodnik Ruchu Chorzów rozwiązał worek bramek, lepszego początku nie mogło być.



W kolejnych minutach było widać lekkie oszołomienie Polaków. Południowi sąsiedzi zaczęli konstruować składne akcje spychając tym sposobem gospodarzy do defensywy. Wyjątkiem była sytuacja z 15. minuty, kiedy zawodnicy Marcina Dorny wywalczyli rzut rożny. Egzekwował go Patryk Lipski, ale żaden z Polaków nie zdołał zamienić tego dośrodkowania na bramkę.


źródło: http://u21poland.com


Piękny sen o okazałym zwycięstwie pękł w 20. minucie, kiedy Jakuba Wrąbla pokonał Martin Valjent  - prawy obrońca grający na co dzień we włoskim Ternana Calcio. Kolejne minuty to także popis słowackiej ofensywy. Groźnie wyglądała sytuacja z 25. minuty, która wymagała dwukrotnej interwencji Wrąbla. Słowacja wyglądała bardzo dobrze na tle naszych zawodników. Polskim obrońcom nieustannie zagrażali tacy zawodnicy jak Jaroslav Mihalik, czy Albert Rusnak. W ostatniej minucie pierwszej partii nastąpiło poruszenie w polskiej ekipie. Sprzed pola karnego próbował uderzyć Przemysław Frankowski, ale jego strzał został zablokowany.



Druga połowa przyniosła poprawę w jakości gry Polaków. W 47. minucie strzał Przemysława Frankowskiego obronił Adrian Chovan. Zabrakło niewiele, aby zmienić mało korzystny wynik dla polskiej drużyny. W 59. minucie trener Marcin Dorna dokonał pierwszej zmiany. Za skarżącego się na ból Bartosza Kapustkę wszedł Łukasz Moneta. Zawodnik, który miał być jednym z filarów naszej reprezentacji nie zaliczy inauguracji Euro U-21 do udanych.



Gra Słowaków od 65. minuty nie przypominała już tego, co pokazywali w pierwszej połowie. Skupiali się na przerywaniu ataków i faulach. Po jednym z niesportowych zagrań na Patryku Lipskim, żółtą kartkę dostał Milian Skriniar. W 76. minucie była idealna okazja, aby zmienić wynik na 2:1. Dośrodkowanie Łukasza Monety na bramkę nie zamienił Karol Linetty, uderzając obok słupka.
źródło: http://u21poland.com

Niewykorzystane sytuacje się mszczą, bo dwie minuty później Słowacy popisali się dobrymi zagraniami, zmusili Jana Bednarka do błędu i płaskim uderzeniem umieścili piłkę w bramce, ustanawiając wynik na 1:2. Interwencja Janka to może nie tyle ogromny błąd, a zwyczajne potknięcie, które kosztowało Polaków utratę gola. Marcin Dorna w 82. minucie zdecydował się na ściągnięcie z boiska strzelca - Patryka Lipskiego i wprowadzenie w jego miejsce napastnika z Chorzowa - Jarosława Niezgodę. Dwie minuty później murawę opuścił Mariusz Stępiński a w jego miejsce pojawił się Krzysztof Piątek. Oznaczało to, że trener postanowił zagrać dwoma napastnikami.



Cel wprowadzenia dwójki napastników to gra ofensywna, która oznacza w teorii więcej ataków na bramkę rywala, szukanie okazji na strzelenie bramki. Praktyka w Lublinie była niestety inna. Pomimo doliczonych 4 minut Polacy nie zdobyli gola na wagę remisu i ulegli Słowacji 1:2.



Polska - Słowacja 1:2
Szwecja - Anglia 0:0

__________________________________________________________________________________

Pozwolę sobie na swój, autorski komentarz. Po bramce strzelonej na 1:0 już w 56. sekundzie myślałam, że nie ma innej opcji jak wygrana. Losy pierwszej połowy całkowicie zmieniła moje podejście do meczu ze Słowacją, ale dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe. 45 minut drugiej połowy było lepsze, ale widać, że na Słowację za mało. Tego meczu do udanych z pewnością nie zaliczą: Bartosz Kapustka, Mariusz Stępiński, czy Paweł Dawidowicz. Zabrakło "życzliwej piłki", o której mówił Tomasz Hajto, czyli dokładnych, wypieszczonych podań.


Pomimo przegranego meczu nie ma co skreślać zawodników Marcina Dorny. Przed nimi jeszcze 2 grupowe mecze: w poniedziałek ze Szwedami, a w czwartek z Anglią. Oni muszą zawalczyć o wyjście z grupy, a my Polacy pokazać, że im kibicujemy i w nich wierzymy. Nie od razu Kraków zbudowano, czego przykładem była dorosła reprezentacja i ich postawa podczas Euro 2012, kiedy nie wyszli z grupy, a w 2016 podbili Europę i wspinają się do góry!

Tyle mojego, SUBIEKTYWNEGO spojrzenia na to spotkanie!
#Eurooczamiblondynki

Fot. Justyna Czubata

piątek, 2 czerwca 2017

Trener Dorna miał spory ból głowy

Od przybytku głowa nie boli. Przysłowie to powinno przyświecać wszystkim zainteresowanym piłką nożną, a w szczególności młodzieżowymi reprezentacjami. Za kilkanaście dni w Polsce będziemy mieli piłkarskie święto: Młodzieżowe Mistrzostwa Europy U-21. Trener Marcin Dorna powołał już zawodników z zagranicznych lig, jednak większą część będą stanowili piłkarze grający w Lotto Ekstraklasie. Wybór łatwy nie jest, gdyż w ostatnich miesiącach mamy do czynienia z eksplozją zdolnych Polaków, którzy doświadczenie i ogranie zdobywają na polskich stadionach.
Zapraszam serdecznie do wywiadu z Arkadiuszem Recą - pomocnikiem Wisły Płock, poważnym kandydatem na MME U-21.



Blondynka o sporcie: Mecz z Górnikiem Łęczna i Arką Gdynia to dobre mecze w Twoim wykonaniu?
Arkadiusz Reca: Mecz z Górnikiem Łęczna był dla mnie pierwszym meczem w podstawowej 11 od dłuższego czasu i starałem się pokazać z dobrej strony, bo dostałem szanse i myślę, że to się gdzieś udało i zaliczam ten mecz do tych lepszych. Przed meczem z Cracovią doznałem drobnej kontuzji i z tego powodu nie mogłem wystąpić. Obawiałem się, że na mecz z Arką wypadnę z podstawowego składu, ale trener obdarzył mnie zaufaniem, dał mi kolejną szansę i zrekompensowałem się bramką. Dało mi to więcej pewności siebie.



Oprócz zdobyczy bramkowych to można powiedzieć, że zapewniłeś Wiśle Płock grę w Ekstraklasie na następny sezon.
To nie tylko moja zasługa, bo na boisku było jeszcze dziesięciu zawodników i siedmiu na ławce. Utrzymanie wywalczyliśmy całą drużyną. Bramki strzeliłem dzięki pomocy kolegów, bo to oni stworzyli sytuacje, ja tylko uderzyłem i piłka wpadała do bramki.
źródło: www.petronews.pl


A jak byś ocenił występ całej drużyny już przeciwko Zagłębiu Lubin, który przegraliście na własnym boisku 2:1?
Ten mecz zaczęliśmy nie tak jak chcieliśmy. Zabrakło agresywności, która pozwoliła nam na wygraną  z Arką. Zagłębie przyjechało bardziej zdeterminowane, my za to zostaliśmy chyba w szatni, bo nie było nas przez całą pierwszą połowę. W drugiej było już lepiej, ale zabrakło nam sił. Odbiła się na nas liczba rozegranych spotkań, bo rozegraliśmy 3 mecze w trakcie tygodnia. Zagłębie zmieniło swój podstawowy skład, zagrało kilku świeżych zawodników.



Powiedziałeś, że zostaliście w szatni. Co Was bardziej zaskoczyło: świeżość podopiecznych Piotra Stokowca, czy może pogoda?
Pogoda dla wszystkich była taka sama więc nie można się tym zasłaniać. Nie zagraliśmy tego co chcieliśmy. Zagłębie wyszło kilkoma świeżymi zawodnikami i mieli nad nami dużą przewagę dzięki temu. Nam zabrakło sił, był to nasz trzeci mecz w przeciągu tygodnia.



Po meczach z Górnikiem i Arką magazyny sportowe podkreślały, że wracasz na właściwą ścieżkę, a nawet, że wychodzisz z własnego cienia. Słusznie?
Media popadają ze skrajności w skrajność, bo kiedy nie grałem lub notowałem słabe spotkania wieszali na mnie psy. Można było przeczytać o mnie same najgorsze rzeczy. Teraz kiedy zdołałem sobie poukładać wiele spraw i zagrałem kilka dobrych meczy traktują mnie jak jakiegoś boga. (śmiech)



Masz w zwyczaju czytać to co o Tobie piszą?

Ja się od tego odcinam, moja narzeczona czasem czyta.
źródło: www.facebook.com/ Wisła Płock



Twoje zdobycze bramkowe świadczą o tym, że zaaklimatyzowałeś się w najwyższej lidze rozgrywek?
Po awansie do Ekstraklasy musiałem sobie wiele spraw poukładać. Cały szum wokół naszej gry w Ekstraklasie, sam poziom rozgrywek to było dla mnie trochę za dużo. Ciężko mi było się przestawić z boisk I ligi na stadiony Ekstraklasy, bo to jednak jest duży przeskok.


Mentalność po awansie także musiałeś przeprogramować, przestawić na właściwe tory?
Kiedy awansowaliśmy do ekstraklasy zrobiło się bardzo głośno na mój temat. Szybko okrzyknięto mnie gwiazdą. Oczekiwania co do mojej osoby były ogromne, byłem pod baczną obserwacją zarówno mediów jak i kibiców, trenerów. Presja była duża i być może za duża. Pracowałem nad tym z trenerem mentalnym, musiałem poukładać wszystko w głowie i wrócić na właściwe tory.



Po tym wszystkim przekonałeś się jak ważna jest głowa zawodnika?
Myślę, że jest najważniejsza, bo co z tego, że zawodnik ma umiejętności jak w głowie ma blokadę. Musiałem się oswoić z Ekstraklasą.


Nim Ekstraklasa to I liga i zadziwiający rezultat bramkowy w tamtych rozgrywkach. W I lidze łatwiej o bramkę?Między I ligą, a Ekstraklasą jest pewna różnica poziomu i teraz jest trudniej zdobyć bramkę,  ponieważ każdy zawodnik podchodzi profesjonalnie do swojego przeciwnika. Przed meczem standardowo przegląda się mecze drużyn przeciwnych, analizuje i dostosowuje grę do nich.




Pozwolę sobie zadać parę pytań związanych z nadchodzącymi MME U-21. Pierwsze powołanie było dla Ciebie sporym zaskoczeniem?
Było to duże zaskoczenie, ale też i zaszczyt. Sam fakt możliwości gry z koszulką reprezentacyjną i świadomość, że jest się w gronie najbardziej utalentowanych to jest super sprawa.
źródło: www.wisla-plock.pl




Oprócz zawodników z zagranicy to kadrę U-21 w dużej mierzę tworzą piłkarze z naszej Ekstraklasy. Twoim zdaniem świadczy to o tym, że nasza liga młodzieżą stoi?

Pomału tak się staje. Coraz więcej młodzieży wychodzi w podstawowych składach, ale przeplata się ona z zawodnikami starszymi, którzy mają ogromny staż, doświadczenie. Dobrze, że tych młodych jest coraz więcej, świadczy to o ich solidnym przygotowaniu, ale także umiejętnościach.



Z ligi kto jest dla Ciebie 100% pewniakiem na Mistrzostwa?

Nie chcę rzucać tutaj konkretnymi nazwiskami. Z pewnością trener Marcin Dorna ma ogromny ból głowy, żeby wybrać zawodników na te mistrzostwa.



Ty jesteś pewny powołania na czerwcowe mistrzostwa?
Tego nigdy nie można być pewnym. Trener Marcin Dorna ma ciągły kontakt z zawodnikami. Rozmawiałem z nim po meczu z Zagłębiem i powiedział, że jeżeli będę dalej tak się prezentował na boisku to widzimy się w Armałowie. Po tych słowach trenera poczułem, że wysiłek, który wkładam w treningi jest zauważalny nie tylko w Płocku.
źródło: www.facebook.com/ Wisła Płock


źródło: www.facebook.com/ Wisła Płock
Nurtuje mnie jeszcze pytanie o to, skąd wziął się pomysł na celebrowanie bramki właśnie saltem?
W dzieciństwie bardzo dużo czasu spędzałem z kolegami na podwórku. Kiedy nie było chętnych do gry w piłkę to chodziliśmy na pola, gdzie było dużo siana i trenowaliśmy tam różne akrobacje. Kiedy nauczyłem się salta nie chciałem żeby sztuka ta poszła w niepamięć. Postanowiłem sobie, że jeśli będę grał zawodowo w piłkę, to właśnie salto będzie moją cieszynką po strzelonej bramce.



Czego Ci życzyć na nadchodzące dni, tygodnie?

Przede wszystkim zdrowia!




Wywiad został przeprowadzony w Płocku, do którego zaprosiło mnie kuzynostwo: Sylwia z Kamilem. Dziękuję im po raz kolejny za zaproszenie, gościnę i masę atrakcji <3
Małpeczki, co by się nie działo, jestem z Wami! Jesteście najlepsi!!

Fot. Yesforphotos

czwartek, 11 maja 2017

Wiara w siebie czyni cuda!


W ostatnich tygodniach sprawdzanie statystyk na blogu było dla mnie niezwykle ekscytujące. Czekałam na moment, w którym na ekranie pojawi się liczba 20 tyś. No i się pojawiła. Powinnam skakać, wyrywać włosy z głowy - wszystko oczywiście z radości. Przyjęłam to w sposób, który radzi filozofia stoicka - bardzo spokojnie. Postanowiłam, że napiszę z tej okazji do Was parę zdań.  Po raz pierwszy od stycznia 2016 roku macie Państwo możliwość przeczytania słów, które nie są wypowiedzią sławnego człowieka, który tym bardziej nie jest żadnym autorytetem. Będą to słowa maturzystki, chyba blogerki, ale osobiście preferuję określenie autorki bloga! Brzmi bardziej ludzko.Zapraszam serdecznie!
Fot. Justyna Czubata

Stwierdziłam, że fakt iż przekroczyłam granicę 20 tysięcy wyświetleń będzie dobrym pretekstem do podsumowań, podziękowań i ogólnych refleksji więc do dzieła.



Zacznę od podziękowań, bo jest spora grupa, której się należą. Przede wszystkim dziękuję rodzinie, czyli najwspanialszym na świecie rodzicom i rodzeństwu, najcudowniejszemu kuzynostwu rozsianemu po całej Polsce, przyjaciołom, znajomym, sąsiadom. Od początku dostawałam masę ciepłych słów, deklaracji pomocy, czy też rady. Wszystko to zaowocowało takim właśnie rezultatem. Masę pomysłów i rad jeszcze nie wykorzystałam, ale się postaram.



Podziękowania należą się także wszystkim rozmówcom, za to, że podjęli ryzyko rozmowy ze mną, czyli anonimową osóbką. Nie jestem ekspertem w żadnej dziedzinie sportu, a mimo to oni się zgadzają. Moim celem było pokazanie trochę odmiennego oblicza sportu. Podczas każdego wywiadu staram się o nietuzinkowość pytań, uczę się gdzie jest granica między dociekliwością, a byciem wścibską babą!


Jeśli ruszyłam temat pytań i wywiadów to pragnę się czymś pochwalić. Zaczynając blogować, myślałam, że zyskam tylko możliwość poszerzenia rubryki "doświadczenie" w CV oraz bardzo istotne znajomości. Nauczyłam się i zyskałam o wiele więcej, a mianowicie: pewność siebie, znajomość miast, a także miałam możliwość poznania fantastycznych ludzi właśnie podczas wywiadów, ale nie tylko. Można nawiązać fantastyczne relacje nawet w kawiarni na PKP. Porównując stres, emocje związane z pierwszymi wywiadami, a te obecne, to różnica jest kolosalna. Mam inne podejście, potrafię się śmiać z drobnych pomyłek, czy niedociągnięć. Zupełnie inaczej wygląda też przygotowanie do wywiadów, bo potrafię wyciągnąć pretekst z ligowego meczu.



Zdążyłam przeprowadzić 16 wywiadów, zwiedzić spory kawał kraju, nawet zobaczyć ligowe klasyki. Nauczyło to mnie samodzielności, otwartości i pewności siebie. Udowodniłam sobie i innym, że nie jestem żadną zacofaną laską, która nie ma się czym wykazać. Dzisiaj potrafię znacznie bardziej zawalczyć o swoje zdanie, czy włączyć się do dyskusji, na temat, którego teoretycznie znać się nie powinnam. Chyba trochę walczę ze stereotypem kobiety, blondynki, która nie wie czym jest spalony. Otóż wiem, a dodatkowo potrafię kierować samochodem i tylko czasem mylę lewą stronę z prawą. (Zazwyczaj wtedy, kiedy nie mam na ręce zegarka.) Nie ma ludzi idealnych.

                    

Usłyszałam dużo ciepłych i życzliwych słów pod swoim adresem. Nawet ostatnio usłyszałam najpiękniejszy komplement jaki mogłam tylko usłyszeć. Cytując: "Kinia, ubierasz się jak normalna, atrakcyjna dziewczyna, wyglądasz normalnie, a o piłce masz więcej do powiedzenia niż nie jeden facet - to jest niezwykłe". Musiałam trochę pomyśleć, żeby stwierdzić, że to dla mnie komplement. Kiedyś krzyczałam na tatę, że wyłącza "M jak miłość" tylko po to, by obejrzeć "jakiś" mecz. Dzisiaj znowu krzyczę, ale jak wyłącza mecz mi, po to by oglądać serial! ;)

            

Podziękowałam, podsumowałam to teraz zdradzę jakie mam plany na przyszłość. W przyszłym tygodniu mam egzaminy ustne, które spędzają mi sen z powiek. Jeśli je zdam to pójdę na studia. Wiem na co, ale nie wiem gdzie. Z pewnością wybiorę miasto, w którym sport odgrywa istotną rolę i w obrębie którego będzie wiele drużyn. Trzeba będzie zrobić kolejny krok ku karierze dziennikarza sportowego. Zanim studia, to Mistrzostwa Europy U-21. Jeden mecz obejrzę z trybun, jednak aby to było możliwe musiałam zrezygnować z wymarzonej wycieczki: Florencja, San Marino, Rapallo. Doszłam do wniosku, że wszystkie te atrakcje będą, nigdzie nie znikną, a takiej imprezy w Polsce już raczej nie będzie. Może będzie, ale będę wtedy już stara, pomarszczona i siwa, a dodatkowo z gromadą dzieci na głowie. Podejrzewam, że prędzej doczekam finału Ligi Mistrzów w Polsce, w którym zagrają zawodnicy z mojego pokolenia.

                   


Jeszcze jedno zdanie dla tych osób, którym moja działalność przeszkadza lub próbują mi wmówić, że się nie znam na sporcie: ja się dopiero rozkręcam! Obiecuję dobrze wykorzystać czekające mnie wakacje, okres studiów. Wszystko po to, abyście mogli oglądać mnie na stadionach Ekstraklasy, I ligi lub parkietach PlusLigi albo torach PGE Ekstraligi, bo o meczach Ligi Mistrzów, czy reprezentacji nawet nie marzę. Wolę być mile zaskoczona, niż niemile rozczarowana.
Fot. Justyna Liwocha


Tym zdaniem zakończę swoje rozważania na swój temat. Myślałam, że będzie krótko i zwięźle, ale za długo czekałam na tę chwilę, żeby pisać coś po łebkach. Po obszernej notce autobiograficznej z lekką nutą autoironii, chcę Was prosić, abyście dalej czytali to co uda mi się stworzyć, udostępniali, pomagali i radzili. Będę Wam za to bardzo wdzięczna!
Dziękuję za wszystko, a tym bardziej za to, że to przeczytaliście.... <3


Fot. Justyna Liwocha

Fot. Justyna Liwocha

czwartek, 27 kwietnia 2017

Na Legii Warszawa świat się nie kończy

- "Na Legii Warszawa świat się nie kończy" - właśnie takim stwierdzeniem Mateusz Wieteska podsumował swoje plany na nadchodzące miesiące. Mateusz jest zawodnikiem Legii Warszawa, obecnie przebywającym na wypożyczeniu w pierwszoligowym Chrobrym Głogów. Nie mógł zbierać doświadczenia w Ekstraklasie, za to nadrabia w Chrobrym, gdyż właśnie na Dolnym Śląsku dostał szansę gry we wszystkich kolejkach tej wiosny i strzelił 3 bramki. Co udało mu się zrobić w Chrobrym, a co było niemożliwe w rezerwach Legii Warszawa, o specyfice I ligi i oczywiście młodzieżowej reprezentacji U-20 dowiecie z poniższego wywiadu, który przeprowadziłam właśnie w Głogowie.
Zapraszam serdecznie.

źródło: www.legionisci.com


Blondynka o sporcie: Zacznę od faktów najbardziej aktualnych, czyli ostatniej porażki w meczu wyjazdowym z Sandecją Nowy Sącz. Trener Ireneusz Mamrot mówił o braku konsekwentnej gry w Waszym wykonaniu. Jak Ty byś się do tego odniósł?
Mateusz Wieteska: Przed meczem z Sandecją zagraliśmy 3 dobre spotkania, ale w sobotę przegraliśmy. Zabrakło agresywności, sytuacji pod bramką rywala, żeby strzelić, ale nie mamy od razu powodów żeby załamywać ręce, tylko patrzymy raczej z optymizmem w przyszłość.




Porażka z Sandecją przerwała właśnie Waszą passę, która pozwoliła Wam wyjść ze strefy spadkowej.

Przełomowym momentem były derby z Miedzią Legnica, które wygraliśmy. To zwycięstwo dodało nam pewności siebie i poczuliśmy, że jesteśmy dobrymi zawodnikami, którzy potrafią grać w piłkę, jak i wygrywać. Wygraliśmy 3 mecze, wyglądały one bardzo dobrze, ale tym razem przegraliśmy z liderem, jednak następnym meczu chcemy powrócić na zwycięski szlak.



Przed meczem derbowym, kiedy znaleźliście się w strefie spadkowej, poczuliście oddech rywali z drugiej ligi?
Widzieliśmy co dzieje się w tabeli, ale podchodziliśmy do tego bardzo spokojnie. Po meczu derbowym było jeszcze 11 kolejek do rozegrania, a wiemy dobrze jaka jest pierwsza liga: każdy z każdym może wygrać. Zaliczyliśmy falstart na początku rundy z drużynami, które są obok nas i tam powinniśmy wygrać. Teraz ważne są następne mecze, musimy zbierać punkty. Obecnie nie ma nas w strefie spadkowej, ale to nie oznacza, że możemy być pewni utrzymania. Musimy być jeszcze bardziej skoncentrowani, aby znaleźć się wyżej.





Zwycięstwo z Miedzią Legnica przyszło w najlepszym momencie?

Chyba nawet trochę za późno! (śmiech) Był to dobry moment, żeby zacząć wygrywać. Fajnie, że w takich okolicznościach i jeszcze efektywna bramka Mateusza Machaja z ostatnich minut meczu. Byliśmy bardzo podbudowani tym zwycięstwem i gotowi, aby rozegrać już następne mecze.



Śledząc Twoje zdobycze bramkowe w Chrobrym Głogów, czy nawet w rezerwach Legii Warszawa nie uszedł mojej uwadze fakt, iż na listę strzelców wpisujesz się zazwyczaj na wyjazdach. Nie masz problemów z rozszyfrowywaniem boisk rywali?
Zauważyłem, że u siebie nie mogę strzelić, za to na wyjazdach już tak. Chciałbym te bramki strzelać także w Głogowie, staram się konsekwentnie realizować swoje zadania przy stałych fragmentach gry. Nie wchodzę tam po to, aby wejść, ale żeby pomóc drużynie. Liczę, że wkrótce się przełamie i będę też strzelał na naszym boisku.






Niespełna rok temu przeprowadzałam wywiad z Jarkiem Jachem z Zagłębia Lubin, który przyczynił się do powrotu tej drużyny z I ligi do Ekstraklasy. Powiedział, że w I lidze są drużyny, które potrafią grać otwartą piłkę, ale gdy przychodził czas meczu z Zagłębiem Lubin, mówiąc piłkarskim żargonem "parkowali autobus". Też zauważyłeś taką tendencję?
Drużyny wiedzą, że gdy nie można meczu wygrać to należy go zremisować. Jarek bardzo dobrze powiedział, że są ekipy, które potrafią i chcą grać w piłkę, ale w niektórych meczach ustawiają się na własnej połowie i będą czekać na szansę z kontry.



Jako obrońca jesteś wiarygodnym źródłem informacji. W Chrobrym Głogów zdarza Wam się preferować remis za wszelką cenę?
Absolutnie nie chcemy "parkować autobusu", tylko kreować sytuacje i grę. W pewnym stopniu nam to wychodzi, w pewnym nie. Cały czas poprawiamy to na treningach, aby przełożyło się na mecze.



Osobiście obserwuje zmagania I ligi, głównie dzięki transmisjom w Polsat Sport, a wcześniej Orange Sport, ale ta otoczka właśnie wokół tych spotkań jest znacznie słabsza. Słusznie?
Jest lepiej niż kiedyś. W tej kwestii idzie do przodu, ale jeszcze odrobinę brakuje do Ekstraklasy, której mecze są wszystkie transmitowane, a u nas 2 z każdej kolejki. Myślę, że z każdym rokiem I liga będzie bardziej popularyzowana.




Myślisz, że na zmianę sposobu postrzegania zmagań pierwszoligowych miały wpływ postawy beniaminków w Ekstraklasie?
Zespoły, które awansowały z I ligi do Ekstraklasy faktycznie radzą sobie bardzo dobrze. Pokazuje to, że mamy w lidze drużyny, które zwyczajnie zasługują na grę w najwyższej lidze rozgrywek w Polsce.



Sandecja Nowy Sącz, Zagłębie Sosnowiec, Chojniczanka Chojnice, GKS Katowice mają  solidne papiery na grę w Ekstraklasie?
Myślę, że te kluby tak. W górnej części tabeli jest bardzo ciasno i nie wiadomo kto awansuje do Ekstraklasy, bo zespoły prezentują podobny poziom. Są też kluby, które jeszcze się przedzierają do tej czołówki więc trudno wskazać pewniaków.



Nie ma szans, żeby poznać nowe zespoły Ekstraklasy przed 3.06?
Walka będzie się toczyć do ostatniej kolejki. 



Analizując tabelę I ligi widać, że między liderem - Sandecją, a szóstym GKS-em Katowice jest 6 punktów różnicy.
W naszej lidze jest tak, że lider może przegrać z ostatnią drużyną, a pozostałe kluby bardzo zyskują na potknięciach faworytów i wszystko się wyrównuje. Pokazuje to, że I liga jest nieprzewidywalna.



Dużo zyskuje na tej nieprzewidywalności?
Myślę, że tak. W każdej kolejce jest taka niepewność, nigdy nie można przewidzieć wyników. Mecz meczowi nie równy i nigdy nie wiadomo jak kolejka się może skończyć.



Opuszczając Warszawę miałeś obawy przed wyjazdem do Głogowa - miasta na zachodzie, którego nawet dobrze na mapie nie widać?
Mieszkałem już poza domem 5 lat więc przywykłem do życia z dala od rodziny, najbliższych przyjaciół. Wzrosła tylko odległość, przez którą w okresie 3 miesięcy, które jestem w Głogowie byłem tylko 2 razy w domu. Specyfika zawodu piłkarza na tym polega, że nigdy nie wiemy gdzie nas piłka poniesie, ale zdążyłem się do tego przyzwyczaić. W Głogowie bardzo szybko się zaaklimatyzowałem, koledzy bardzo mi pomogli.



Po podjęciu decyzji o tymczasowym opuszczeniu klubu ze stolicy pomyślałeś, że szkoda wyjeżdżać z miejsca, które tworzą ludzie znający się na swojej robocie, eksperci w każdym calu?
Chrobry jest świetnie zorganizowanym klubem i jak I ligę warunki są bardzo dobre. Mamy boiska do treningów, basen, odnowę i ze wszystkiego możemy korzystać. Wiadomo, że w Legii wszystko jest na wyższym poziomie, ale tutaj także jest bardzo dobrze.
Co I liga zyskuje w związku z tym, że jest Was tak wielu młodych, wypożyczonych z czołowych klubów Ekstraklasy?
Myślę, że poziom jest podnoszony, ale dla nas to także jest bardzo pomocne i
ważne, że swoimi umiejętnościami możemy podnosić poziom tych rozgrywek. Jeżeli nie możemy łapać minut w takim klubie jak Legia, to lepiej jest ich szukać właśnie w I lidze, aniżeli w rezerwach.



Ty w Chrobrym rozgrywasz niemalże pełnowymiarowe spotkania, czego nie mogłeś robić w Legii Warszawa. Ważne jest dla Ciebie, że masz klub, w którym możesz grać pełne 90 minut?
Pełne 90 minut, na tak wysokim poziomie są dla mnie bardzo cenne, bo w rezerwach Legii Warszawa też grałem całe mecze, ale to była III liga. To nie było już to samo co tutaj. W I lidze presja jest większa, przychodzi więcej kibiców, można poczuć taką typową atmosferę meczową. Nie jest to jeszcze to samo co w Ekstraklasie, ale można się do tego przygotować.





Przejście z rezerw na zaplecze Ekstraklasy i rozpoczęcie rozgrywania pełnych, 90 minut jest pewnego rodzaju obciążeniem dla młodego organizmu?

Trochę jest, ale daje to także więcej pewności siebie w rozegraniu, kontroli nad piłką. Wszystko z meczu na mecz przychodzi łatwiej. Budujące jest także zaufanie trenera do nas.



Od czasu Twojego pobytu na Dolnym Śląsku, o jakie doświadczenia jesteś bogatszy?
Z pewnością o doświadczenia siłowe, bo I liga jest bardzo fizyczna i widzę braki, które muszę nadrobić, by mogło być lepiej. Pierwszy raz w dorosłym klubie strzeliłem 3 bramki w przeciągu 7 spotkań. To nawet w rezerwach Legii Warszawa mi się tak nie zdarzyło.


Trwający obecnie okres wypożyczenia na dzień dzisiejszy możesz zaliczyć do bardzo udanych?
Na ten moment tak.



Wcześniej byłeś na wypożyczeniu w Dolcanie Ząbki, z którego też jesteś zadowolony?
Pewne doświadczenie wywiozłem stamtąd, które zaprocentowało, bo wróciłem do Legii. Zagrałem tam niewiele, bo ponad 500 minut, ale to nie dlatego, że się nie łapałem do "18". Trzeba pamiętać, że były momenty kiedy Dolcan grał mecze, a ja jeździłem na zgrupowania reprezentacji młodzieżowej i tam chwytałem minuty. Nie było to złe wypożyczenie, mogę być zadowolony.



Nie ma nic gorszego dla młodego zawodnika jak spaść z Ekstraklasy do niższej ligi, czy pójść na wypożyczenie, ale nie grać?
Tak, można się z tym zgodzić. Idąc na wypożyczenie liczymy na regularną grę i jeżeli tego nie dostajemy, widzimy, że odstajemy od pozostałych to zapala się czerwona lampka, że coś nie gra i szybko trzeba coś zmieniać.



Chciałabym jeszcze zapytać o Legię. Początek sezonu 2014/2015 w barwach Legii Warszawa był dla Ciebie dosyć pomyślny. Debiut w meczu o Super Puchar, później gra w 1. i 6. kolejce Ekstraklasy, ale po tym były już mecze w rezerwach i drużynach juniorskich? Mógłbyś zdradzić szczegóły tej zmiany w tamtym okresie?
Cały czas miałem możliwość trenowania z pierwszym zespołem, ale gdy nie dostawałem miejsca w "18" to łapałem minuty w rezerwach, czy juniorach jak trzeba było. Fajnie, że mogłem tak szybko zadebiutować w Ekstraklasie, szkoda tylko, że nie zadomowiłem się tam na dłużej. Nie ma co jednak płakać nad rozlanym mlekiem i stąd ta decyzja o wypożyczeniach i cały czas pracuję, żeby tam wrócić.
źródło: www.katowickisport.pl

Do Ekstraklasy wróciłeś w trwającym właśnie sezonie, w meczu z Arką Gdynia, kiedy pracami zespołu kierował Besnik Hasi. Jak wspominasz współpracę z nim?

Nie mogę złego słowa powiedzieć o trenerze. Dał mi szansę gry, miałem z nim dobry kontakt, podobał mi się sposób prowadzenia treningów.





Po przyjściu Jacka Magiery nie było Ci żal, że nie możesz trenować pod jego czujnym okiem?

Z trenerem Jackiem miałem już do czynienia, kiedy prowadził rezerwy Legii. Wiedziałem jak się zachowuje, czego wymaga od zawodników. Było widać, że po jego przyjściu drużyna odżyła.



Spodziewałeś się, że występ Twoich kolegów w Lidze Mistrzów odbiją się takim echem w świecie piłki?
Szkoda, że nie mogłem zagrać, bo jest zapis mówiący o tym, że zawodnik z 1997 roku musi być nieprzerwanie 2 lata w klubie, a ja byłem wtedy na wypożyczeniu w Dolcanie i to mnie wyeliminowało. Chłopaki bardzo dobrze sobie radzili w meczach ze znanymi markami jak: Borussia, Real. Pokazali, że w żaden sposób nie odstają i potrafią grać w piłkę.




Powiedziałeś, że w Polsce potrafią grać w piłkę. Potwierdza to chyba także ostatnia wygrana w Turnieju Czterech Narodów: zwycięstwo z Niemcami, Włochami.
Tak, potwierdza to, że nie odstajemy od zawodników, którzy trenują na zachodzie. Wyniki młodzieżowych reprezentacji pokazują, że potrafimy przeciwstawić się Włochom, Niemcom. Chcemy wygrywać z najlepszymi i po to tutaj ciężko pracujemy.


Fakt, że zwycięstwo z Włochami zapewnili zawodnicy, którzy weszli z ławki, świadczy o bogactwie młodych, zdolnych piłkarzy?

Bramki w tym meczu zdobyli wchodzący z ławki i jeszcze grający w I lidze: Konrad Michalak, Karol Angielski, Grzegorz Tomasiewicz. Pokazuje to jacy zawodnicy są w tej lidze i jaką jakoś dają reprezentacji młodzieżowej. Mamy potencjał i chcemy go jak najlepiej wykorzystać.



Co się tyczy składu reprezentacji U-20, to jesteście taką mieszanką, bo macie sporo zawodników grających na wypożyczeniu w I lidze, wśród Was są także Ci, którzy stają się stopniowo topowymi zawodnikami Ekstraklasy, a także zawodnicy z klubów zagranicznych.
My na zgrupowania młodzieżowej reprezentacji jeździmy od kilku lat. Fakt, że ktoś gra w I lidze, za granicą, czy w Ekstraklasie jeszcze bardziej nas motywuje i buduje. Fajnie, że możemy trenować, podnosić swoje umiejętności korzystając z doświadczeń każdego z zawodników. We wrześniu ruszają eliminacje do Mistrzostw Europy U-21 i myślę, że mamy dobrą ekipę, świetną mieszankę, aby ten awans wywalczyć.



Na koniec, pochwal się proszę planami na najbliższy okres.
W czerwcu kończy się moje wypożyczenie w Chrobrym i nie wiem co będzie dalej. W planach jest powrót do Legii, ale nie wiem jakie plany ma wobec mnie trener Magiera. Jeśli nie będzie mnie widział w zespole, to zacznę szukać klubu, w którym będę mógł zagrać. Na Legii świat się nie kończy. W innych klubach też można dobrze grać w piłkę i próbować wybić się do klubu na zachodzi, co jest moim marzeniem od małego.





Dziękuję bardzo za rozmowę!

Dziękuję.



Pamięć czasami zawodzi stąd brak wspólnego zdjęcia z Mateuszem, ale żeby uwiarygodnić się w Państwa oczach, mam dowód, że osobiście byłam w Głogowie. Na przyszłość postaram się pamiętać o wszystkim!

środa, 8 marca 2017

Nie od wczoraj gram w piłkę nożną

Rok temu mało kto słyszał o takim zawodniku jak Jan Bednarek. Młody obrońca po tym jak dostał się do seniorskiej drużyny Lecha Poznań nie pozostał w niej długo. Kiedy Lech przygotowywał się gry w europejskich pucharach, Janek przebywał na wypożyczeniu w Górniku Łęczna, gdzie nie zawsze grał na swojej pozycji. Dzisiaj jest na językach niemalże całego środowiska piłkarskiego. O kulisach wypożyczenia, sławie i trwającej od początku rundy świetnej dyspozycji Lecha opowiedział mi dzień po półfinałowym meczu Pucharu Polski. Zapraszam do zapoznania się z treścią naszej rozmowy!


Blondynka o sporcie: Nie mogę zacząć inaczej rozmowy jak od gratulacji za nagrodę przyznaną przez tygodnik "Piłka Nożna" w kategorii "odkrycie roku". Spodziewałeś się takiego wyróżnienia?

Jan Bednarek: Dziękuję za gratulacje, ale nie zastanawiałem się nad tym specjalnie. Starałem się grać jak najlepiej potrafię i bardzo się cieszę z faktu, że ta nagroda przyszła. Jest to także zastrzyk ogromnej motywacji, aby jeszcze ciężej pracować i zdobywać znacznie więcej.



Pytałam o to, czy się spodziewałeś, bo runda wiosenna była niezwykle obfita w dobre występy młodych zawodników. Mam tu na myśli Jarka Jacha, Patryka Lipskiego, czy chociażby z Waszego podwórka Dawida Kownackiego. Twoim zdaniem młodość zacznie być tą główną siłą napędową Ekstraklasy?
Konkurencja z pewnością była bardzo duża, dlatego to wyróżnienie cieszy jeszcze bardziej. Jeśli chodzi o polską młodzież jesteśmy coraz mocniejsi. W reprezentacji młodzieżowej mamy bardzo mocną drużynę, dlatego wierzę, że osiągniemy sukces podczas Euro.

źródło: www.sportowefakty.wp.pl

Jeśli już mówimy o młodości, to powiedz, czy młodemu zawodnikowi ciężej jest utrzymać dobrą dyspozycję?
Wahania formy zawsze są, ale myślę, że jest to normalne. Pojawia się gorszy, lepszy mecz, ale zawsze trzeba szukać  złotego środka. Błędy młodemu zawodnikowi zawsze się zdarzają, jednak doświadczenie jakie się "łapie" z każdym meczem sprawia, że jest ich coraz mniej.




Jak Ty reagujesz na słabsze występy?

Spokojnie, bo jestem młody. Mam prawo mieć gorszy dzień, popełnić błąd i zawalić coś. Najważniejsze jest wyciągnąć wnioski i później już tego nie powtórzyć. Na początku są nerwy, żal do siebie, później to już tylko spokój, konsekwencje i dalej praca nad sobą.




Łatwo Ci przychodzi wyciąganie wniosków?
Tak, każdy z nas analizuje swoją grę, patrzy na błędy i próbuje je eliminować. Myślę, że taka umiejętność świadczy o rozwoju piłkarskim i osobistym. Mamy super analityków, którzy nam pokazują co moglibyśmy zrobić lepiej i dzięki temu rozwijamy się na boisku jak i poza nim.




Czym dla zawodnika mającego 17/18 lat jest wejście do seniorskiej szatni?

Myślę, że ogromnym wyróżnieniem, ale także motywacją do ciężkiej pracy. Przynajmniej tak powinno być, że młody zawodnik wchodzący do seniorskiej drużyny pracuje jeszcze ciężej, żeby udowodnić starszym, że zasługuje na miejsce w składzie i nie jest tu przypadkowo. Dzisiaj mamy  takich zawodników jak Tymek Puchacz, Miłosz Mleczko, Paweł Tomczyk, którzy właśnie tak robią. Wchodzą do drużyny, trenują ciężko i pokazują, że są w stanie dać dużo zespołowi.




Przed Twoim wejściem do szatni nogi się ugięły?

Nie, jestem otwartym człowiekiem. Wszedłem do szatni, przedstawiłem się i nie miało dla mnie znaczenia, czy był tam Krzysiu Kotorowski, Manuel Arboleda, czy ktoś z młodych zawodników.




Można powiedzieć, że Ty dwukrotnie "wchodziłeś" do zespołu. Raz po przejściu z juniorów, a następnie po powrocie z wypożyczenia. Czułeś różnicę?
Chyba tylko to, że zawodnicy byli inni. Różnicy nie było, zachowywałem się tak samo.

źródło: www.eurosport.onet.pl

Jesteś jednym z nielicznych zawodników, którzy zaprzeczyli określonej przez media zasadzie, że wypożyczenie w Lechu jest biletem w jedną stronę.
Stereotypy trzeba łamać. Mnie się udało to osiągnąć ciężką pracą. To, że idzie się na wypożyczenie i się z niego nie wraca to już prawdziwy stereotyp. Obecnie wypożyczeni są Kamil Jóźwiak, Robert Gumny, Mateusz Lis i myślę, że okrzepną, nabiorą doświadczenia w innych zespołach i wrócą do Lecha silniejsi i wywalczą pierwszy skład.




Jak Ty zareagowałeś na wiadomość o wypożyczeniu?
Nie było to dla mnie zaskoczeniem. Nikt mi nie narzucił wypożyczenia i nie zrobiłem tego wbrew sobie. To była decyzja moja, klubu i menadżerów. Przez cały ten czas czułem wsparcie klubu, nikt o mnie w Lechu nie zapomniał. Miałem kontakt z prezesami, trenerami. Wiedziałem, że we mnie wierzą, co było ogromną motywacją do tego, aby trenować i wykorzystać czas na wypożyczeniu jak najlepiej.




Jakie korzyści wywiozłeś Górnika Łęczna?
Ogrom doświadczenia i to nie tylko wtedy gdy grałem. W momentach, kiedy nie grałem musiałem rozwijać się mentalnie, czyli wmawiać sobie, że warto, czekać na tę szansę, by w sytuacji kiedy się pojawi, móc ją najlepiej wykorzystać. Pobyt w Łęcznej należałoby podzielić na 2 etapy: kiedy grałem i kiedy nie grałem. W jednym rozwinąłem się piłkarsko, a w drugim pracowałem nad psychiką.




Podczas pobytu na wypożyczeniu nie miałeś za dużo okazji do gry na swojej nominalnej pozycji. Dlaczego akurat defensywny pomocnik?

O to dlaczego grałem na tej pozycji należałoby zapytać trenera Jurijego Szatałowa. Nie narzekałem jednak, bo dla mnie najważniejsze było to, by grać. Gra na tej pozycji wyszła mi na dobre, bo miałem dużo kontaktów z piłką, ale też z przeciwnikiem. Zawsze starałem się dać to co mam najlepsze i pomóc Górnikowi.




Tyle o Górniku Łęczna, przejdźmy do Lecha. To, że trener Nenada Bjelica korzysta z odkryć kadrowych poprzednika - Jana Urbana,  nie ulega wątpliwościom. W sferze mentalnej, sposobie prowadzenia zespołu także się nic nie zmieniło?
Trochę się zmieniło, mamy inne podejście i inaczej wyglądamy mentalnie, bo rozwinęliśmy się w tym aspekcie. Jesteśmy bardzo mocni, twardo stąpamy po ziemi. Nie bujamy teraz w obłokach, bo wygraliśmy 5 meczów z rzędu nie tracąc bramki. Dalej dążymy do wyznaczonych celów jakimi są: Mistrzostwo Polski i Puchar Polski. Nie myślimy o tym co będzie drugiego maja, czy na początku czerwca. Skupiamy się na tym co będzie za kilka dni, czyli na kolejnym ligowym meczu.




Początki Twojej regularnej gry w Lechu przypadają na okres kiedy pracami zespołu kierował właśnie Jan Urban. Obawiałeś się, że zmiana trenera przyniesie ponowną absencję w grze?

Niepewność była na pewno, bo zagrałem dopiero w dwóch meczach, strzeliłem bramkę, ale znałem też swoją wartość i wiedziałem, że jestem w stanie grać w pierwszym składzie Lecha.




Z anonimowego zawodnika błyskawicznie stałeś się filarem poznańskiej defensywy. Jak uporałeś się z tą ogromną odpowiedzialnością?

Wychodzę z założenia, że nie gram w piłkę od 3 dni, ale od kilkunastu lat i nagle się nie oduczę wszystkiego. Mam spokój w głowie, otaczam się ludźmi, którzy mi pomagają, wprowadzają  równowagę w moim życiu. Wychodzę na boisko i robię to co do mnie należy w najlepszy sposób.



Dużo nauczyłeś się u boku  Paulusa Ariajuriego?

Paulus to był super obrońca i super człowiek. Pamiętam, gdy zaczynaliśmy razem grać to były jakieś "zgrzyty". On miał inne zdanie, ja miałem swoje, ale zawsze odnajdowaliśmy kompromis i dobrze to wyglądało.




Miałeś świetnie przepracowany sezon, byłeś jednym z zawodników, którzy w sparingach grali najwięcej i niefortunnie dotknęła Cię ospa. Mogłeś spokojnie oglądać mecz kolegów przed telewizorem?
Ciężko było kiedy trafiła się choroba. Byłem wściekły, ale też bezradny. Nie miałem na to żadnego wpływu, prędzej czy później musiało to nadejść. Szkoda, że przyszło w tak nieoczekiwanym momencie, bo tydzień przed ligą. Byłem gotowy na mecz z Termaliką, a musiałem na 10 dni powędrować do łóżka i się z niego nie ruszać. Bolało, ale wierzyłem w chłopaków i wiedziałem, że dadzą radę!




Decyzja trenera o wystawieniu Macieja Wilusza w Twoje miejsce była zaskoczeniem, czy raczej do przewidzenia?
Myślę, że do przewidzenia, bo Maciek jest bardzo dobrym obrońcą i zasługuje na to, żeby grać. Fajnie prezentuje się na boisku więc tylko się cieszyć, że gdy jeden nie może, drugi wchodzi i daje taką samą jakość.




Jego dobra postawa oraz fakt, że stworzyli z Nielsenem "mur nie do przejścia" spowodowały u Ciebie obawy przed powrotem na ławkę rezerwowych?

Niepokój nie, raczej radość. Najważniejsze dla mnie jest dobro drużyny, dobro Lecha Poznań. Cieszyłem się z dobrej gry chłopaków. Jest rywalizacja i to jest ważne, bo gdyby jej nie było, to nie wyglądalibyśmy tak dobrze jak teraz.




Co obecnie stanowi siłę Waszego zespołu?
Zdecydowanie zespół, fakt że jesteśmy drużyną, bo kiedy jednemu nie wyjdzie drugi jest za nim i go asekuruje.




Twoja dobra postawa na boiskach Ekstraklasy nie uszła uwadze Marcina Dorny. Czułeś, że to powołanie nadejdzie tak szybko?
Jak się ciężko pracuję, to widać efekty. Ja zagrałem dobre mecze i dostałem szansę gry w reprezentacji. Chcę być jej ważną postacią na czerwcowych Mistrzostwach Europy. Nie było to dla mnie zaskoczeniem. Dostałem powołanie i staram się także kadrze dać 100% siebie.




Mistrzostwa Europy U-21 to dla Was pewne mecze z Anglią, Słowacją i Szwecją. Po losowaniu była radość i ekscytacja, czy zawód i rozczarowanie?

Na Euro już nie ma słabych drużyn, bo jeśli kwalifikują się do takiego turnieju znaczy, że jest to już europejska czołówka. Mamy fajną grupę, wyrównaną, ale wierzę w nasz zespół. Grając u siebie jesteśmy bardzo mocni.




Po grze w jesiennych spotkaniach towarzyskich jesteś pewny miejsca chociażby w "18"?
Pewny to nikt być nie może, ale ciężka praca mnie do tego przybliży. Nie skupiam się na tym co będzie w czerwcu, ale na najbliższym meczu ligowym. Pewnym jest, że te miesiące, które pozostały do mistrzostw wykorzystamy najlepiej jak się da, żeby tam odnieść sukces.




Czego się spodziewacie po Euro?
Euforii, szaleństwa i pięknych wspomnień, bo taki jest nasz cel: zagrać super mecze i cieszyć się z tytułu Mistrza Europy.

www.laczynaspilka.pl

Głośno mówicie, że zamierzacie walczyć o złoto. Nie boicie się, że może to Was spalić?

Nie spali nas to, bo znamy swoją wartość i wytrwale na to pracujemy. Bycie prawdziwym zespołem, solidna praca przybliży nas do sukcesu.




Latem podpisałeś kontrakt do czerwca 2020, a w mediach huczy, że Mistrzostwa Europy będą dla Was trampoliną do zagranicznych lig. Ta myśl o światowej karierze pojawia się zawodnikom z tyłu głowy?
Z pewnością będzie sporo obserwatorów z wielu klubów, ale my nie możemy zaprzątać sobie tym głowy. Najpierw musimy dobrze zagrać, zrobić swoje i dopiero wtedy te oferty nadejdą. My nie możemy się na tym skupiać, bo mamy od tego swoich menadżerów, którzy nam doradzą i musimy im zaufać.




Kontrakty w zagranicznych klubach mogą być niebezpieczne dla młodego zawodnika?
Każdy chce wyjechać na zachód, grać w topowych ligach. Nie można patrzeć, czy to jest niebezpieczne. Wiemy jaka jest konkurencja za granicą i żeby walczyć o skład trzeba ciężko pracować. My nie jesteśmy gorsi od Chorwatów, Słowaków, czy chłopaków z innych państw.




Ty zdecydowałeś sprawdzić się w Polsce, Twój brat realizuje się w Holandii. Który z Was podjął słuszniejszą decyzję?
Nie wiem, nie ma przepisu na sukces. Można wybrać dwa rozwiązania i za każdym razem cieszyć się z dobrego rezultatu. Mój brat zdecydował się na wyjazd, ja postanowiłem zostać w Polsce i żaden z nas nie żałuje swojej decyzji. Oboje jesteśmy usatysfakcjonowani. Filip układa sobie życie w Holandii, ja mam fajne życie w Polsce i żaden drugiemu nie zazdrości.




Wrócę jeszcze do ligi. Wasza środowa wygrana z Pogonią Szczecin w półfinale Pucharu Polski, fenomenalne zwycięstwa w lidze zachwycają całe piłkarskie środowisko.
Jesteśmy w super dyspozycji, ale nie przyszła ona znikąd. Jest to efekt naszych starań, wysiłku na treningach. W obronie pracujemy jeden za drugiego, jesteśmy agresywni. Z przody gramy szybko piłką i mamy tego wszystkiego efekty. Robimy to co trener od nas wymaga i wyniki wcale nas nie zaskoczyły.

www.sportowefakty.wp.pl

Mówisz, że znacie swoją wartość. To co dzieje się obecnie w tabeli dodatkowo ją podnosi?
Mało kto w naszej szatni myśli o wykorzystywaniu potknięć rywali. Wiemy, że sukces nadejdzie, jeśli będziemy wygrywać. Nie ukrywam jednak, że obserwujemy tabelę, śledzimy wyniki spotkań, ale najważniejsze jest żebyśmy to my wygrywali i zdobywali punkty bez odwracania się za rywalami.





Na koniec powiedz jakie są Wasze założenia na kolejne mecze?

Dobra gra, wyrównana forma i dawanie z siebie 100% w każdym meczu. Nawet jeśli nie uda się wygrać, to schodzić z boiska ze świadomością dobrze wykonanej roboty. To są takie elementy, których obecność przyniesie nam upragnione mistrzostwo.



Dziękuję bardzo za rozmowę!
Dziękuję!


Fot. Justyna Czubata